Odtwarzanie Pauza
Wczytywanie
 
KuPamięci.pl

Stanisław Kosieradzki


* 01.02.1921

 

+ 27.04.2009

Miejsce pochówku: Warszawa, Cm. Służewski Nowy

,

woj. mazowieckie

pokaż wszystkie
wpisy (29)
Licznik odwiedzin strony
191479
w Boże Ciało po procesji
Po ogólnowarszawskiej, porannej procesji, po kazaniu Prymasa, na które się oczekiwało, bo czasami w kazaniu łatki czerwonym przyprawiał; szło się procesjonalnie do cukierni na Topiel i Dziadek stawiał lody. Dzieciom i wnuczkom i nawet w niektórych latach Babci. W nagrodę za uczestnictwo. Nigdy żadne lody tak nie smakowały, jak te w Boże Ciało. Na święto Bożego Ciała się oczekiwało, bo ... będą lody. Owszem, po lodach był jeszcze obiad na Dobrej, ale to już mniej ważne. Bo obiad bywał często, a lody tylko ten jeden raz w roku. A dzisiaj koronawirus pozmieniał dawne zwyczaje. Ani Dziadka, ani obiadu na Dobrej, ani cukierni na Topiel, ani procesji ogólnowarszawskiej. I wnuki należą już do kategorii 40+ i już nawet prawnukom się zwyczajnie nie opłaca tracić świąteczne przedpołudnie dla nawet pięciogałkowego wafla lodowego. Nawet gdyby się znalazł jakiś sponsor do sfinansowania tej lodowej rozpusty.
Zgłoś SPAM
Jedenaście lat temu
nie było jeszcze lotu do Smoleńska, nie było jeszcze wyniesienia na ołtarze JP2, nie było wrednego wirusa. Ty już odchodziłeś i my zebrani wokół mieliśmy świadomość, że to już nieodwołalnie. A w tych dniach historia zatoczy stuletnie koło. Ostatniego stycznia 2021r. spotkamy się z okazji stulecia pewnego życia. Udanego życia, uczciwego, pracowitego życia, które ... nigdy się nie skończy
Zgłoś SPAM
Prawie jedenaście lat
Msza św. w jedenastą rocznicę śmierci S.P. Stanisława zostanie PRZYSPIESZONA PRAWIE O DWA MIESIĄCE. Odbędzie się ósmego marca 2020 r. o godz. 19.30 w kościele ojców marianów na Stegnach. Ksiądz Rafał odprawi ją DLA MŁODZIEŻY (czyli m. in. dla nas, czytelników tej strony); a oprawę muzyczną realizować będzie organista i - jak zawsze w niedziele o 19.30 - zespół młodzieżowy, bigbitowy. Dlaczego przyspieszenie - domyśl się
Zgłoś SPAM
Dziesięć lat
Znowu niedziela przewodnia. Dzień szczególnie obfity w ważne wydarzenia w życiu SP. Stanisława. W roku 2019 będzie to miało miejsce w dniu 28 kwietnia. Tego dnia o godzinie 18.00 w kościele ojców marianów na Stegnach będzie się odprawiało za spokój duszy ŚP. Stanisława. Bo to już będzie dziesięć lat po Jego Odejściu. Kto ma chęć pomodlić się za spokój Jego Duszy, niech przyjdzie na Stegny. Kościół duży, wszyscy chętni się zmieszczą. A na Nowy Cmentarz Służewski można wpaść nawet dzień wcześniej, w sobotę... Tak dokładnie, to rocznica wypada w sobotę, tylko że ksiądz nie miał już w sobotę wolnej intencji. I od razu zapowiadam na przyszłość. Jedenastą rocznicę będziemy obchodzić modlitewnie w niedzielę 8 marca 2020r., a dwunastą - w poniedziałek 1 lutego 2021r. Takie święto okresowo ruchome.
Zgłoś SPAM
Przewodnia Niedziela
Siedemdziesiąt lat temu... Ksiądz Gajowniczek czekał przy ołtarzu. Stasio Bielecki zaśpiewał im Veni Creator. I zagrał na fisharmonii i się rozniosło w starym drewnianym kościele Św, Wawrzyńca. I poszli do ołtarza, prowadząc się pod rękę. Poszli, żeby sobie przed Bogiem przysiąc, że dopóki śmierć ich rozdzieli. Pewnie to była suma... Nie ma już kogo spytać
Zgłoś SPAM
Jeszcze mnie wtedy nie było
Spóźniony o 28 i pól roku. 1 lutego 1921 roku we Włodkach nie było jeszcze Janka (jeszcze wracał po wojnie z bolszewikiem). Byli Wojcieszysko, Adolek i mała Helcia. Już nie było Juliana. Była jakaś miejscowa akuszerka. No i Ty już byłeś (aby tylko zdążyć przed Gromniczną)
Zgłoś SPAM
Tylko z szyjki
Jadwiga trzymała gdzieś zadołowaną flaszkę, że będzie jak raz na imieniny 8 maja. I Stasio miał chyba apetyt na tę gorzałkę, bo na te swoje imieniny najwyraźniej oczekiwał. Na pytanie zadane już po imieninach - odpowiedział: "Gości było nawet sporo, ale byli śmokowaci, bo nie miałem z kim wypić. Tylko żeśmy z szyjki upili.
Zgłoś SPAM
też był poniedziałek
z tym, że było już zdecydowanie gorąco. Gasłeś zdecydowanie i nieodwołalnie, a my szukaliśmy uparcie na mieście rurek do odsysania flegmy. Te ostatnie, stosownie do zapotrzebowania cienkie i miękkie, już się nie przydały. Już nie zdążyły, zabrakło im kilku minut dosłownie. Bo korek na Puławskiej był wtedy, jest teraz i będzie zawsze.
Zgłoś SPAM
Weszli
W Przasnyszu wygrali 4:2 i za tydzień na K6 grają już o pietruszkę z Chodakowem. Pierwszy krok ku powrotowi Dumy Stolicy. Znowu bilety podrożeją.
Zgłoś SPAM
VENI CREATOR SPIRITUS
Czwartego kwietnia 66 lat temu była Niedziela Przewodnia (tydzień po Wielkanocy). Stasio wziął pod ręke Jadzię Strusów z parafii tutejszej i poprowadził do ołtarza, przy którym stał już ksiądz Gajowniczek Wacław. Żeby złożyć stosowne oświadczenia woli. A Stasio Bielecki grał na fisharmonii i śpiewał veni creator
Zgłoś SPAM
Naszło mnie na wspomnienia. Własnie teraz minęło 19 lat jak przyjechałeś, ze szpitala, do mnie do pracy . Jak odwróciłam się od Ciebie na pięcie i chciałam uciekać. Ale od tego się nie ucieknie. To jednak wciąż boli.
Zgłoś SPAM
Zapaść się pod ziemię
Jak by się przede mną nagle ziemia rozstąpiła, to bym chyba skoczył... Przypomniał mi się Twój powrót z wywiadówki sprzed 47 lat, mojej niestety. Takich atrakcji też Ci nie żałowałem. I nawet w tyłek wtedy nie dostałem.
Zgłoś SPAM
Cóż możemy więcej zrobić, tylko odwiedzić Was tutaj i zaprosić do siebie na kolację. Talerzyk będzie przygotowany.
Zgłoś SPAM
Idziemy do Dziadka, odrabiać lekcje
Te dwie "studentki" wspominają Cię codziennie. Zapewne już tylko one z taką częstotliwością. Ale ten pokój na Dobrej już na zawsze będzie się nazywać POKOJEM DZIADKA
Zgłoś SPAM
Wielkanoc 2011r.
Nasiłowska Helena została ochrzczona w samą Niedzielę Wielkanocną 2011r. I historia zatoczyła koło. I znowu się toczy po śladach sprzed 93 lat
Zgłoś SPAM
W przededniu 90 urodzin
Kiedyś podczas transmisji z boksu redaktorek podbiegł z mikrofonem do Feliksa Stamma. "Pan Feliks obchodzi dzisiaj 68 urodziny". A Felo prosto do mikrofonu - "śterdzieste ósme!!!". Skąd to wiem - od Ciebie.
Zgłoś SPAM
Znany jest zwyczaj pozostawienia wolnego miejsca przy stole wigilijnym. Ten talerz będzie dla Was wszystkich , co nie możecie zasiąść z nami do tej Wieczerzy. A "HERODY" w niebie chodzą?
Zgłoś SPAM
Słowami biskupa - poety
Nie chodźcie po cmentarzach smutni. Podnieście oczy Wasze ku górom skąd przyjdzie nasze ocalenie (por. Iz. 40, 26). Potem niech już będzie niebo. Amen! bp. Józef Zawitkowski
Zgłoś SPAM
3 kwietnia 2010r.
Twój ostatni przyjaciel, partner od obiadów u Sióstr, Mietek Skorupiński, przenosi się na twoją stronę Rubikonu. Wybrał sobie Wielką Sobotę, przed Niedzielą Zmartwychwstania. Po tej stronie działał przez 92 lata; cały czas wokół elektrowni Powiśle. W 1933r. zaczynał tu pracować, w 1944r. produkował prąd powstańcom i mieszkańcom, gdzieś około 2005r. wkręcił się na obiady, korzystając z Twojej protekcji (już mu to daruj!); 5 maja 2009r. odprowadził Ciebie na wieczną wachtę jako chorąży pocztu sztandarowego, wystawionego przez Koło nr 20; palnął też na cmentarzu mowę i o lasach repkowskich i o zrzucie w Giniach; a 13 kwietnia 2010r., już w czasie narodowej traumy, sam spoczął na Powązkach. I pewnie teraz już własnego pocztu sztandarowego koło nr 20 nigdy wystawić nie zdoła. Taka kolej rzeczy, niektóre tematy gasną a inne się niespodziewanie pojawiają. Na tych samych Powązkach zaraz po Mietku będą chowani następni, uczestnicy narodowej pielgrzymki do Katynia; prezydenckim TU-154M. A my będziemy bezradnie czekać na wyjaśnienie przyczyn, dla których oni do celu nie dotarli.
Zgłoś SPAM
4 kwietnia 1948r.
Była Przewodnia Niedziela, tydzień po Wielkanocy. Za 54 lata papież z Polski ustanowi w Przewodnią Niedzielę Święto Miłosierdzia Bożego, a za 57 lat sam powróci do Domu Ojca w Wigilię tego Święta. Ale tymczasem... W starym, drewnianym kościele św. Wawrzyńca w Kożuchówku na drewnianej podłodze nie było wyścielonego czerwonego kobierca. Ot, kawałek derki przed samym ołtarzem. Na tej derce stanęli Jadźka Strusów z Zawad i nasz Stacho; a ksiądz Wacław Gajowniczek przewiązał im ręce stułą. Na zawsze... Na 47 lat wspólnego życia doczesnego; później na 14 lat separacji i teraz już na zawsze razem.
Zgłoś SPAM
Bo ja nie wszystko już pamiętam
Sprostować muszę swoje poprzednie wynurzenie. Zaciera mi się już troszkę szczegółów. Lewą ręką mogłeś się jeszcze drapać do woli. Aż do ostatniej nocy, kiedy ci ją przywiązałem do łóżka. Tak pracowicie chciałeś ściągnąć przykrycie z siebie. A my się baliśmy o kolejne zapalenie płuc. To prawą rękę miałeś niewładną. I obie nogi... Ale z tego całonocnego zawiązania jedynej twojej sprawnej kończyny - jakoś nie mogę się rozgrzeszyć.
Zgłoś SPAM
A pamiętasz...?
W jednej sekundzie... To musiało trwać przynajmniej kilkadziesiąt sekund. W jednej sekundzie z zakamarków komory sercowej oderwał się płat skrzepłej krwi. Taki korek zakrzepły, w stanie od wielu lat już nie ciekłym. Z powodu niedomykania zastawek nie wszystka krew przetaczała się przez obydwa krwiobiegi. Część zostawała w kącie serca i twardniała tam jako zakrzep. A wtedy, w szpitalu na Solcu - lecząc wodobrzusze, odstawili Sintrom, który łykałeś od 8 lat dla uniknięcia zakrzepów. I kasłałeś silnie - pomimo, że nie byłeś przecież przeziębiony. Może ten kaszel i pomógł oderwać się temu korkowi zakrzepłej krwi. Kiedy korek dotarł gdzieś pod płat mózgowy, zrobił swoje, tzn. zakorkował obieg krwi w małym krwiobiegu. A mózg jest bardzo wymagalny w zakresie dostarczania mu krwi. Po paru sekundach ... już tej zupy nie dokończyłeś jeść. Poleciałeś Marylce przez ręce. I już do końca swoich dni nie wypowiesz ani jednego słowa, pomimo niemiłosiernego nawet wyginania ust korali. I już do końca swoich dni lewą ręką nie podrapiesz się w policzek, a i w nosie sobie też nie podłubiesz. Będziesz już tylko niemym świadkiem. A przecież niemożliwe, żebyś sobie najistotniejszych wskazówek dla dzieci i wnuków nie zostawił na sam koniec. Rozległy udar niedokrwienny popsuł ci plany ostatnich 35 dni doczesności
Zgłoś SPAM
Pamiętasz, rok temu,o tej godzinie szykowałeś się do wypisu ze szpitala. A trzy godziny póżniej....w jednej sekundzie, Twoje życie odwróciło się do góry nogami.
Zgłoś SPAM
Jeszcze dopisek o granatach
Bo może ktoś będzie jeszcze chciał szukać śladów tej stodoły i tego sąsieka. I tego wiadra pełniuteńkiego starannie zakonserwowanych granatów. Stacho Miałkowski, właściciel rzeczonej stodoły, gdy leżał niewiele przed swą śmiercią w warszawskim szpitalu - wielkim głosem domagał się od żony, żeby mu koniecznie sprowadziła Stacha Kosieradzkiego, bo ma dla niego niezwykle ważną wiadomość. Ale Kosieradzki do szpitala dotrzeć nie zdążył. Przestawianie tapczanów na Grzybowskiej z miejsca na miejsce - było ważniejsze i pilniejsze. Bo to był biznes Starego, a wizyty w szpitalach nieważne, bo to jakieś Stacha fanaberie. I Miałkowski umarł, nie doczekawszy najbliższego kumpla z lasu. Pewnie miał mi jakąś tajemnicę przekazać... Żona stwierdziła, że chciała być za pośrednika, za ucho, żeby ta tajemnica do naszego Stacha jednak dotarła. Ale Miałkus z Brzezin, a po wojnie z Anina - był niewzruszony. Żadnych pośredników - tylko Stachowi. Tajemnic Armii Krajowej nawet własnej żonie nie wolno... Pewnie skubany przekopał to wiadro w inne miejsce! Tylko gdzie? Brzeziny to kilkaset hektarów lasu. Ale gdyby ktoś był zainteresowany, to - nie ma problemu.
Zgłoś SPAM
89lecie
Zgłoś SPAM
Daj nam wiarę, że to ma sens Że nie trzeba żałować przyjaciół Że gdziekolwiek są dobrze im jest Bo są z nami choć w innej postaci I przekonaj, że tak ma być Że po glosach tych wciąż drży powietrze Że odeszli po to by żyć I tym razem będą żyć wiecznie
Zgłoś SPAM
Szkoda że nie możesz pochodzić i posłuchać jak skrzypi mróz pod nogami.U nas zima jak się patrzy.
Zgłoś SPAM
Ad vocem
Z tym zrzutem to ... jednak były problemy. Sum na przykład chciał rąbnąć poza rozdzielnikiem pistolet. Dowódcy się szybko doliczyli (pomimo wojny - buchalteria musiała się zgadzać). Józikowi za tę kradzież groziła czapa. Ale jakoś szczęśliwie się wybronił. Natomiast nasz Stacho m. in. zabezpieczył skrzynkę granatów. Tak zabezpieczył, że do śmierci już ich nie znalazł. U Stacha w Brzezinach w sąsieku. I one tam są. Tylko że w Brzezinach już ani Stacha, ani stodoły, ani sąsieka. Niby się tam kręcił, szturgał trochę szpadlem w ziemi za pierwszej Solidarności. Że się mogą jeszcze przydać. Ale kiepsko szukał, bo nie znalazł.
Zgłoś SPAM
Zrzut we Włodkach
..." Oddział "Dzika" Oddział Dzika - por. Marian Solnicki -składał się z trzech drużyn rozmieszczonych we wsiach Błonie, Patrykozy i Bielany. W skład drużyny z Błonia wchodzili: Józef Rawa - "Baran", d-ca, Stanisław Skorupka - "Sęp", Mieczysław Skorupka - "Sowa", Stanisław Czarnocki - "Bocian", Edward Błoński - "Jastrzab, Stanisław Kobyliński - "Lis", Stanisław Błoński, Józef Wierzbicki - "Sum", Stanisław Kosieradzki z Włodek, Stanisław Kosieradzki z Błonia. Oddział przeprowadził akcje m.in.: -na majątek w Korczewie - Liegenschaftin III.1941r -osłona i przyjęcie zrzutu we Włodkach, 8/9.IV. 1944r. (patrz: Rozdział 3.), -walka z Niemcami na szosie Repki - Sokołów, 16.VII.1944r., -walki w czasie akcji "Burza". "... ..." Zrzut we Włodkach 8/9.IV.1944r. "... ..." W noc przyjęcia zrzutu pogoda dopisała. Była księżycowa, niebo bezchmurne, chłodno. Melodią sygnałową była piosenka żołnierska: "Podkóweczki dajcie ognia, bo dziewczyna tego godna...".. Przygotowano 5 wozów do przewiezienia spodziewanej przesyłki o łącznym ciężarze 1,5 t. Do ubezpieczenia i obsługi zrzutowiska wyznaczono Oddział Leśny, którego stałym miejscem postoju była Puszcza Sterdyńska oraz część oddziałów Kedywu. Dowódcą tych oddziałów był rtm. Jan Buraczewski - "Zych", a całością przyjęcia zrzutu kierował mjr Czesław Majewski - "Moro". W akcji brały udział miejscowe oddziały Kedywu, m.in. Pluton por. Mariana Solnickiego - "Dzik" z Patrykoz. Można ustalić, że w akcji uczestniczyli m.in. następujące osoby: Józef Rawa - "Baran", dowódca drużyny z Bielan, Stanisław Skorupka - "Sęp", Mieczysław Skorupka - "Sowa", Stanisław Czarnocki - "Bocian", Edward Błoński - "Jastrząb", Stanisław Kobyliński - "Lis", Józef Wierzbicki-- "Sum", Stanisław Błoński, Stanisław Kosieradzki z Włodek, Zdzisław Kuśmierkiewicz - "Rey", Stanisław Maleszewski - "Mściciel", Paweł Gałecki - "Dąb" i inni. Ubrani w domu Stanisława Skorupki "Boryna", "Moro", "Zych", "Rey" i inni słuchali z napięciem dziennika wieczornego Radia Brytyjskiego BBC o godz. 20. Nadanie o tej porze melodii sygnałowej oznaczało, że samolot wystartował zlotniska i leci do nas. Po dzienniku spiker zapowiedział: "A teraz chwila muzyki polskiej (taka była formuła zapowiedzi melodii sygnałowych dla akcji zrzutowych -WP). Będzie to piosenka: "Podkóweczki dajcie ognia, bo dziewczyna tego godna...". Tak, samolot wystartował i leci na nasze zrzutowisko. Uradowani wiadomością i pewni, że samolot przyleci, chociaż różnie to bywało, wszyscy ruszyli na wały grodziska, by przyjąć zapowiedziany samolot i odebrać przesyłkę powietrzną. Czekano długo, cierpliwie, w napięciu. Czas oczekiwania wypełniano rozmowami i śpiewem. Rtm. "Zych" mówił obecnym, że biorą udział w doniosłym wydarzeniu o którym w przyszłości w Wolnej Polsce będą wspominać z dumą niejednokrotnie. Po kilku godzinach oczekiwania usłyszano daleki najpierw słaby, w miarę upływu czasu wzmagający się huk lecącego samolotu. I nareszcie ukazał się na niebie potężny duży samolot, a śmigły jak jaskółka. Zgromadzonych na polu ogarnia wzruszenie. Jakaż nieoczekiwana radość! Niektórzy mają łzy w oczach, prawie płaczą z radości. Tymczasem samolot zatoczył nad grodziskiem jedno koło, potem drugie. Wymieniono znaki rozpoznawcze. Nastąpiło porozumienie, strony "dogadały się". Następnie zaczął wyrzucać ładunek i wyrzucił go za dwoma nawrotami. Zasobniki na różnokolorowych spadochronach opadały wolno na ziemię. Tylko jeden nie otworzył się. Skrzynka, upadając na ziemię, rozbiła się. Zawartość jej rozsypała się, lecz nie uległa zniszczeniu. Rozebrano ją na miejscu, nie czekając na przydziały w myśl maksymy: "Kto pierwszy, ten lepszy" i "Felix gni tenet", bo potem można nie dostać. Po wyrzuceniu ładunku samolot zatoczył jeszcze jedno koło, pożegnał pozostałych na ziemi żołnierzy Polski Podziemnej i odleciał. "...
Zgłoś SPAM
W tym roku będzie Ci łatwiej policzyć kto pamiętał o Was. Tylko nie "ciapnijcie się" kto do kogo przyszedł. Pewnie gości będzie dużo i zabraknie miejsca na znicze i kwiaty.
Zgłoś SPAM
"Człowiek jak był piękny i młody". Tak czesto powtarzałeś gdy oglądałeś stare zdjęcia.A teraz nie powiesz mi z Kim jesteś na tym zdjęciu.
Zgłoś SPAM
JUŻ PO POGRZEBIE
ODSZEDŁEŚ, CHOĆ TEGO NIE CHCIAŁEŚ. BÓG CIĘ WEZWAŁ - IŚĆ MUSIAŁEŚ.
Zgłoś SPAM
27 kwietnia 2009r.
O godzinie 16.41 serce Stanisława bić przestaje. Po 88 latach, dwóch miesiącach i 26 dniach od chwili, gdy we Włodkach urodziła Go Michalina z Księżopolskich. Umarł tak, jak umrzeć pragnął. We śnie, w domu, wśród swoich. Bez bólu właściwie i cierpienia. Bez poczucia opuszczenia i alienacji, którego się obawiał trochę w ostatnich szczególnie latach. Nie chciał umierać w szpitalu, w hospicjum, w domu opieki. Nie przewidział tylko jednego. Że w ostatniej godzinie doczesnego życia nie będzie mógł się opędzić od lekarzy. I że każdy już tylko będzie rozkładał bezradnie ręce.
Zgłoś SPAM
23 marca 2009r.
Z wodobrzuszem lekarze radzą sobie skutecznie. Ale tego dnia podczas konsumpcji szpitalnego obiadu zaczynają się schody. I to już będą te schody, schody do Nieba. Doznaje rozległego udaru niedokrwiennego pnia mózgu wraz z paraliżem prawej strony ciała. Już się sam o własnych siłach nie podniesie.
Zgłoś SPAM
14 marca 2009r.
Ląduje w szpitalu na Solcu z rozpoznaniem wodobrzusza. Choroba do zwalczenia. Ale skąd wiedział, ze to już ostatni etap? Bo wiedział skądś, bo niektórym mówił po cichu, że już stąd nie wyjdzie.
Zgłoś SPAM
1995-2009
Czas wdowieństwa. Jak tygiel, w którym się wypala i szlachetnieje kruszec. To wtedy przyrasta mu lawinowo przybranych i adoptowanych wnuków i prawnuków. I siódemka rzeczywistych, biologicznych prawnuków. Każdego osobiście doprowadza do Chrztu Św. Do Pierwszej Komunii doprowadzić zdąży tylko jednego. A cieszy się wtedy, jakby sam szedł wtedy do Pierwszej Komunii Św.
Zgłoś SPAM
8 marca 1995r.
A od tego ranka został już sam. Jadwiga przed piątą rano odeszła po nagrodę do Pana. Po sześciu miesiącach uporczywej walki ze słabością jej organizmu. Chyba wtedy właśnie nabrał wielkiej pokory wobec Stwórcy.
Zgłoś SPAM
27 stycznia 1989r.
To istotna data. I wcale nie dlatego, że za tydzień mają się zacząć obrady Okrągłego Stołu. Tego ranka Stanisław odprowadza na Okęcie swojego najmłodszego, Bogdana. Od jakiegoś czasu chodziła chłopcu po głowie ta Ameryka. Ale żeby tam się na stałe wyprowadzać, tego do końca nie rozumiał. Niemniej syn był dorosły i o sobie mógł decydować sam. I tak zostali na Dobrej sami we dwójkę, bo i Michcia w międzyczasie odeszła do wieczności.
Zgłoś SPAM
2 czerwca 1979r.
Niby prości ludzie, a wiedzieli. Wiedzieli oboje z Jadwisią, że dzieją się rzeczy wielkie. Nie mają wprawdzie wejściówek na Plac Zwycięstwa, ale z Krakowskiego Przedmieścia słyszą na własne uszy tamten głos. A potem machają radośnie przejeżdżającemu traktem królów polskich Piotrowi Naszych Czasów. I sypią mu kwiaty pod koła temu prekursorowi papamobila ze Starachowic.
Zgłoś SPAM
1976-1979
I kolejnych dwoje wnuków. Gwarno się robi na Dobrej... Aż tu z początkiem 1979r. robi się raptem cichutko. Maniuśka się wyprowadza na swoje. Zostają tylko oboje z Jadwigą, Bogdanem, który wraca z wojska i z Michcią, która w międzyczasie przestała się mieścić w Zawadach.
Zgłoś SPAM
grudzień 1972-styczeń 1974
Oj, działo się, działo. Najpierw pierworodny przywozi mu z dalekich wojaży synową, później córunia dostarcza mu zięciunia, a na koniec to się dopiero sypie: 17 grudnia 1973r. zostaje dziadkiem po raz pierwszy 2 stycznia 1974r. zostaje dziadkiem po raz drugi 19 stycznia oboje zostają przed wieczorem ochrzczeni i tego samego dnia rano, jakby przy okazji, syn pierworodny go informuje, że ma już w najbliższej rodzinie magistra. I że bliski jest już dzień, kiedy zacznie wreszcie sam utrzymywać swoją rodzinkę.
Zgłoś SPAM
1967-1989
Kolejny etap nazywa się ZEOC. 300 metrów od domu. Przepracuje tam jako konserwator kupę lat. I za bardzo go ta robota nie wykańcza, bo cały czas dorabia. Najpierw Grzybowska, później piwnica w swoim domu. Często jeszcze późno wieczorem paliło się tam światło. Jako pracownik energetyki nie musiał światła oszczędzać...
Zgłoś SPAM
1962-1967
Ta ulica Dobra to wcale nie tak daleko od Warszawy. A z dachu to i czubek Pałacu Kultury też widać. Z Bagna - odkąd wybudowali dwa ubecko wojskowe bloki na Świętokrzyskiej - też widać było tylko iglicę. Za to z Bagna można było beretem się zamachnąć i do tej iglicy dorzucić. A żyć okazało się, można i poza Bagnem. Pracuje w spóldzielczości inwalidzkiej. A dorabia u Starego, który znalazł kolejne pole do działalności na Grzybowskiej.
Zgłoś SPAM
15 listopada 1962r.
To ważna data. Koniec Bagna. Trzeba ładować dobytek na Gieńka ciężarówkę i przeprowadzać się. Nowe lokum to gdzieś na peryferiach. Jakaś ulica Dobra, czy coś. Jak tam przyjdzie żyć rodzinie? I za co - bo koniec Bagna to również koniec własnego warsztatu. Zresztą warsztat i tak już dogorywał (Urząd Skarbowy wiedział lepiej, jakie przynosił przychody).
Zgłoś SPAM
9 marca 1958r.
Samodzielny przedsiębiorca - od razu odważniejszy. Okazuje się, że żyć można nie tylko podczepionym do Starego. To była niedziela. Kolejny syn. Były nawet obawy, że będzie nierób, bo urodził się w niedzielę. Ale się nie sprawdziło - i chwała Bogu.
Zgłoś SPAM
Wiosna 1957r.
Zawsze dotąd był podczepiony do Adolka (starszy brat, pseudo Stary). Gomułka mówił w październiku 56 "otwierajcie warsztaty pracy" - no to się zdecydował. Otworzył samodzielną działalność gospodarczą. Teraz był już u siebie.
Zgłoś SPAM
14 sierpnia 1953r.
Tym razem się udało. Chuchali, dmuchali, Jadzi nie było wolno dźwigać, biegać, denerwować się... Tym razem córeczka. Już pierworodny nie będzie sam.
Zgłoś SPAM
w 1951r., chyba latem
Mało kto o tym wie ... Własne dzieci dowiedzą się o tym, zupełnym zresztą przypadkiem, prawie za 40 lat. Dramat rodzinny - Jadwiga nie donosiła drugiej swojej ciąży. Poroniła. A miał być kolejny chłopiec.
Zgłoś SPAM
16 sierpnia 1949r.
Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Ta stara stolarska prawda sprawdziła się i tutaj. Stanisław zostaje ojcem, o czym donośnym wrzaskiem informuje go pierworodny.
Zgłoś SPAM
4 kwiecień 1948r.
Żył i pracował w Warszawie, ale ... wciąż wracał do korzeni. Jadwisię sobie wypatrzył na chórze w starym kościele parafialnym w Kożuchówku. A ksiądz Wacław Gajowniczek pobłogosławił im w tę Niedzielę Wielkanocną na wspólne życie.
Zgłoś SPAM
1945-1948
Front przesunął się na zachód. Jednak chleba trzeba szukać w Warszawie, korzystając z wyuczonego fachu. Miasto wyniszczone i wypalone. Ludzie powoli do stolicy wracają, organizują tu sobie na powrót życie. Czego im potrzeba najbardziej - mieszkań. A w nich - stołów, krzeseł, szaf, tapczanów, kredensów, ...
Zgłoś SPAM
Okupacja liczona od frontu do frontu
W Warszawie nie daje rady. Okupację jednak łatwiej przetrwać na wsi. Wraca do Włodków. A kiedy zwolna w okolicznych lasach organizuje się ruch oporu - ustawicznie zwodzi Mamę, oszukując Ją, że ... już się z partyzantki wypisał. Podobno tylko udawała, że mu wierzy.
Wiosna 1944r. - w otoczeniu dzieci, w tym i najmłodszego - umiera Michalina z Księżopolskich Kosieradzka, którą przez kolejne 65 lat Stanisław ani razu nie nazwie inaczej, niż NASZA MAMA.
Zgłoś SPAM
1935-1939
Uczęszcza do zasadniczej szkoły rzemiosł różnych przy Ogrodowej (a może przy Chłodnej...). A po szkole staje przy stolarskim warsztacie. Po wielu latach będzie wspominać, że na początku to starsi stolarze podstawiali mu belek pod nogi (warsztaty były produkowane na miarę dorosłych chłopów o sporym wzroście i pokaźnym obwodzie bicepsa i klatki piersiowej).
Zgłoś SPAM
Lato 1935r.
Skończył szkołę powszechną i przeniósł się do Warszawy, która jest matką wszystkich ubogich. Będzie się uczył zawodu. Brat Adolek jest stolarzem, to i Stacho też będzie.
Zgłoś SPAM
1 lutego 1921
Przychodzi na świat we wsi Włodki, gromada Wyrozęby; na terenie małej wiejskiej parafii Kożuchówek.
Zgłoś SPAM
-
Powiadom znajomych
Imię i nazwisko:
Adres e-mail:
-
-
Wojciech Kosieradzki
29.05.2009