Nasza Mama bardzo wcześnie została sierotą i od 18 roku życia musiała pracować rezygnując ze swoich ambicji,by kształcić się dalej.I pracowała do 2011 roku...nigdy nie żaliła się na swój los,nigdy nie narzekała,że jest chora.Była "twardą "kobietą i dbała o swoją rodzinę,byśmy trzymali się razem jak najdłużej.Być może,już na końcu,popełniła błąd rezygnując z operacji ale teraz,gdy Mama jest TAM,to nie ma żadnego znaczenia.Jest nam ciągle bardzo Jej brak i każde z nas dobrze udaje,że jest dobrze.A dobrze nie jest i nigdy nie będzie... Teraz widzę Mamę,gdzieś TAM... wśród ludzi,wysoką,uśmiechniętą w długiej czarnej sukni-wydekoltowanej,z papierosem w ręku,jak rozmawia z wieloma osobami i czuje się doceniona i jest w kręgu zainteresowania,szczęśliwa...
zajrzałem tu mamo tak bez okazji ,dawno tu nie byłem.
brakuje mi Ciebie ale też i Tereni i Taty.
czas bardzo szybko leci-nie mam na to wpływu.
do zobaczenia...
Wojtek
zapalił(a) znicz dnia 2025-11-02
Mamo; Kolejny Dzień Zaduszny. Byłem dwa dni temu u Was na cmentarzu oraz u Tereni też.
cóż-myślami jestem z Wami. Zapaliłem znicze i porozmawiałem z Wami. Odwiedziłem także nasz dom. To już koniec!
Wojtek Ślifirski
zapalił(a) znicz dnia 2025-05-26
Mamo.
Kolejny rok i kolejne Twoje Święto ale bez Ciebie..
Pamiętam.
Wierzę,że kiedyś TAM gdzieś spotkamy się wszyscy ponownie
Wojtek
zapalił(a) znicz dnia 2025-05-02
dzisiaj mija 11 lat bez Ciebie Mamo.
nie mogę do tej pory przyzwyczaić się do myśli. że Ciebie nie ma.
brakuje mi Ciebie każdego dnia myślę o naszej czwórce.
a czas bardzo szybko ucieka.
tęsknię!
Ku pamięci...
zapalił(a) znicz dnia 2025-05-02
Wojtek
zapalił(a) znicz dnia 2025-02-21
wczoraj była 7 rocznica śmierci Tereni: jak ten czas szybko upływa! Mam nadzieję, że spędziliście ten czas TAM gdzieś, razem. Może razem z Wami były wszystkie nasze pieski? Pamiętam o Was Zawsze o Was
Wojtek
zapalił(a) znicz dnia 2024-12-24
dzisiaj Wigilia. Niby radosny czas dla tych, którzy mogą świętować. Ale w naszym wypadku jest inaczej: Ty Mamo i Tata oraz Terenia jesteście TAM może teraz jesteście razem. Natomiast tu zostałem sam.
za oknem słońce i zieleń, Mazury, tu jest mój dom od prawie 9 lat. żałuję, że Mamo Ty nie miałaś możliwości poznać tego wspaniałego miejsca. tu życie ,z dala od miasta ,hałasu i pośpiechu jest miłe. przez te wszystkie lata od Twojej śmierci, wydarzyło się mnóstwo rzeczy... efekt jest taki, że mieszkam tu od ponad 3 lat sam z dwoma wspaniałymi psiakami : Lilką i Reksem. one teraz mają już po ponad 9 lat. to miejsce to jest mój raj. a napis nad bramą zawsze, każdego dnia, przypomina mi, że to mam dzięki Wam... napis ten brzmi tak : " BA STA " są to litery, które są początkiem Waszych imion, imion moich rodziców " Barbara i Stanisław. zmieniło się wiele rzeczy, a najważniejsza jest ta, że postanowiłem tu , na Mazurach pozostać na zawsze. tu, na maleńkim leśnym cmentarzyku wykupiłem sobie malutką działeczkę, będę miał obok siebie to, co lubię najbardziej: ciszę, spokój, zieleń czyli las i bardzo bliziutko jezioro. tak się złożyło, że to taka powstała maksyma : " po zgonie w Zgonie ". czas bardzo szybko ucieka i już niebawem, za trochę dołączę do Was ale ślad po mnie pozostanie tu, na tym skrawku ziemi. 11 lat bez Ciebie Mamo. jak to dawno było a jednocześnie jakby przed chwilą... Kocham Cię Mamo i Was też Tereniu i Tato. noe może być inaczej, nie może!
Wojtek
dzisiaj mija 5 lat od odejścia Mamy...od ponad roku mieszkam z Tatą- szybko zbliżamy się do 94 urodzin. Każdy kąt w domu, wszystkie meble...obrazy...bibeloty bardzo często przywołują wspomnienia. I są one miłe, i chętnie wracam pamięcią do nich. Natrafiam na różne rzeczy, które należały do Mamy-ubrania czy torebki.. to już żadnemu z nas nie przyda się: wystawione w workach czy oddane będą służyły długie lata komuś innemu. Mama lubiła mieć dobrej jakości i dużo rzeczy. W trakcie okupacji rodzina Mamy straciła cały dobytek - bomba zniszczyła doszczętnie ich dom na ul. Młynarskiej w Warszawie. Mama jako osiemnastolatka została sierotą i sama a następnie z moim ojcem budowali swoje życie od nowa. Było im ciężko jak wszystkim ludziom w tamtych powojennych czasach. Wracam do poprzedniej myśli : oddając komuś Mamy rzeczy czułem się źle...jak zdrajca- zwłaszcza, że wisiały one w szafach (bądź leżały na półkach) uprane, posegregowane tak, jakby czekały na ich rychłe użycie. A ja je oddałem, wyniosłem z domu, wyrzuciłem... I zawsze myśląc o tym wiem, że nic nie trwa wiecznie, że wszystko ,ma swój koniec. Dopóki ja będę pamiętał o Mamie dopóty Mama będzie żyła.
Strona KuPamięci wykorzystuje pliki cookie ("ciasteczka") w celu
zapewnienia dostępu do treści (więcej informacji).
Zmiana ustawień dotyczących przechowywania ciasteczek możliwa jest
bezpośrednio z poziomu Twojej przeglądarki.